piątek, 8 sierpnia 2014

Od Emi

Strach. Jedyne uczucie, którego nie potrafię opisać. Czym jest strach? Co go wywółuję? Dlaczego się boimy?
Nie wiem.
Wiem tylko tyle, że za parę godzin stanę w idealnie ustawionym tłumie dziwecząt ubranych w okazjonalne stroje, tylko z jednym astragalem. Czy wogóle jest jakakolwiek możliwość, że zostanę wylosowana? Nie mam pojęcia.
Postanowiłam zwlec się z łózka i przejśc się na łąkę.
Transport. Wszędzie widać jego wpływy; fabryki, huty i pracownie na kazdym kroku zastępują roślinność, więc przebywanie na łące jest dla mnie niczym nie zastąpionym uczuciem.
W tym specjalizuje się szóstka. Czy ma to sens? Transport; to takie dziwne. Przecież i tak nikomu nie jest on potrzebny, skoro nie można opuszczać własnych dystryktów. Bez sensu.
Kiedy doszłam na łąkę położyłam się, zamknęłam oczy i kompletnie odizolowałam od okrutnej rzeczywistości.

***

Dum. Dum. Dum. Dum... Otworzyłam oczy. Dudniło mi w głowie. Myślałam, że to jakiś dziwny sen, ale nie. Był to zegar na dachu fabryki, informujący o porze dnia. Jest ósma rano.
Zerwałam się z miejsca i pognałam do domu, przygotować się na dożynki. Mama zaplotła z moich rudych włosów warkocz, pomogła mi się ubrać i odprowadziła wzrokiem na ganku, zanim nie zniknęłam za rogiem.

***

Margaux ( czyt. Margo ), jak zwykle wyglądła potwornie. Jej chuda i koścista twarz przybrała teraz zielonomodry odcień, a metaliczne włosy, ułożone w skompilowaną kokardę, kompletnie nie pasowały do koloru jej skóry i ubrania. No cóż...
Kobieta wygłosiła mowę powitalną, jak to zwykle bywało rzekła "panie mają pierszeństwo", po czym teatralnym ruchem włożyła rękę do misy z mnóstwem karteczek. Jedna z nich oznacza dla mnie śmierć.
Margaux wyjęła w końcu jedną z nich, a zrobiła to tak beztrosko, że niemal zwymiotowałam.
- Trybutką szóstego dystryktu, dumnie reprezentującą ten obszar, jest... Emi Brigit Imanaka!

***

W zamyśleniu zaczęłam głaskać szyję karego ogiera, kiedy z głośników dał się słyszeć ryk widzów, którzy domagali się wyjazdu z hangaru ekipy z jedynki.
Dystrykt 1...
2...
3...
4...
5...
Dystrykt 6! Konie ruszyły, a ja przez nagłe szarpnięcie niemal się przewróciłam. Wszyscy wiwatowali, a gdy Prezydent Snow skończył wygłaszać mowę, wszyscy trybuci ruszyli do swoich apartamentów.

***


Cayo nie był specjalnie zainteresowany ratowaniem nam życia, ani zasadniczo nawet rozmową. Powiedział, że muszę znaleźć wodę i dobrą kryjówkę. To w zasadzie wszystko co wyciekło z jego ust.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz