piątek, 15 sierpnia 2014

Od Sary

Wpatruje się w morze. Spokojnie wpatruje się w fale ,które płyną niczym burza ,aby potem rozpłynąć się pod moimi nogami. Morze nie wydaje się skrępowane moim uważnym spojrzeniem. Szumi niezmiennie. Nawet gdybym tutaj umarła ,gdybym została w nie wrzucona ,ona nadal bez sprzeciwu będzie szumiało. To nie jest mój obrońca ,to nie ono ,ono nie jest w stanie mnie obronić. Nie jestem na nim bezpieczna ,ale na ziemi też nie ,więc.... gdzie jest moje miejsce? Dziś są dożynki ,to znaczy ,że ktoś zginie.Ja? Wątpię. Został już tylko rok. A potem będę wolna ,popłynę tam gdzie poprowadzi mnie morze i razem z nim będziemy wolni ,niebezpieczni i WOLNI. Wracam powoli do mojej chatki. Mieszkam tam z braćmi i jedną młodszą siostrą. Rodzice umarli na morzu... Tym samym nad którym dziś stałam ,tym samym które tak niezmiennie szumi. Wchodzę do domu ,jak zawsze śmierdzi tam rybami. Szybko ogarniam braci (niech jakoś się prezentują). I dokładnie czeszę moją siostrę.Wiem ,że nie mogę zostać wylosowana ,że oni beze mnie nie przeżyją.
***
Stoję wśród innych ludzi. Wszyscy wyglądają na uśmiechniętych ,bo przecież to dożynki i mamy się radować... Tak cieszmy się z tego ,że dziś jeden z nas zginie! Bawmy się i radujmy z tego ,że mój brat lub siostra zginą dla zabawy kapitolu ,przedtem mordując kilku swoich rówieśników. Stoimy w ciszy. Na środek wychodzi Gara - to jedna z wiernych pupilków kapitolu ,która zadecyduje kto z nas ruszy na rzeź. Jest gruba ,ale ma wysokie kości policzkowe przez co wygląda na chudszą.Ma na sobie ohydny fioletowy płaszcz. Burza zielonych włosów upada jej na twarz ,którą z kolei dodatkowo obciąża masa makijażu. Rzęsy ma tak długie ,że zastanawiam się jak ona utrzymuje otwarte oczy. Wygląda w tym wszystkim jak świnka Piggy. Dopiero kiedy mówi ,że dziewczyny mają pierwszeństwo zauważam wysokie ,ohydnie różowe szpilki. Podchodzi do kuli z karteczkami. Wiem już kto zostanie wylosowany. Czuję przez chwilę to niebezpieczeństwo ,z mojego oka wychodzi jedna łza cichutko opadająca na ziemię. Dokładnie w tym momencie Gara chwyta karteczkę ,karteczkę z moim imieniem...
-Sara Jerome -wykrzykuje na cały głos.
W pierwszym momencie mam odruch ucieczki. Jednak rozumiem,że to nic nie da. Przeklinam pod nosem ,było już rzucić się w ten ocean.Było zginąć wolna. Moja siostra delikatnie łapie mnie za rękę. Patrzy na mnie wielkimi przerażonymi oczyma. Nie mam co jej odpowiedzieć ,wiedze jej żal i obie zdajemy sobie sprawę ,że bardzo prawdopodobne jest to ,że zginę. Tłum robi mi przejście. Powoli idę. Nie mam opuszczonej głowy ,patrzę na wszystkich dookoła idę niczym czarna dama ,niczym duch ,który zstąpił na ziemię. Za mną idą cicho moi bracia ,tylko po to żeby się zatrzymać kilka metrów przed "sceną" i patrzeć jak samotnie tam idę. W ich oczach widać żal i upór. Widzę jednak w każdym wiarę i siłę. Wierzę ,że przeżyją. Zanim tam wejdę mówię jedyne zdanie jakie jestem w stanie wymówić:
-Dbajcie o nią... Musicie przeżyć. Wiem ,że to tyczy się też mnie.
-Och nasza gwiazda - Gra łapie mnie za ramie i ciągnie w swoją stronę.

Wszystko jest dla mnie obojętne ,mogę zginąć i tak kiedyś będę wolna.
***
Klepię po zadzie pięknego myszato-srokatego rumaka. Ile ja bym dała za takiego konia. Jest piękny silny i na pewno miał lepsze życie ode mnie. Będzie jeszcze przez wiele lat woził to żywe mięso ,takich jak ja. Mam na sobie piękną suknię ,mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy. Nie widać jednak tego ,bo wszystko przykrywają białe chmury niczym piana. Za mną ciągnie się piękny wodny ogon. Co dziwne ta woda nie jest mokra. Jest błękitna i wyjątkowo czysta. Moja projektantka prosiła abym nacisnęła pewien przycisk podczas parady. Wchodzę już do mojego powozu. Unoszę głowę. Jestem wolna ,wolna jak ocean . WOLNA .WOLNA.WOOOLNA. Ruszamy tak delikatnie ,że nawet tego nie czuję. W środku drogi wciskam przycisk. Z mojego stroju wytryskuje dona fontanna ,wygląda to tak jakbym miała piękne skrzydła ,przyozdobione pianą. Jestem panią morza ,nie da się go oswoić ,ja potrafię z nim rozmawiać. Okrzyk podziwu ludzi ,blask reflektorów ,moje odbicia w kamerze... Jestem piękna ,ale to wszystko jest dla mnie niczym. Znów ta samotna łza kapie mi na rękę ,nie widać tego ,zbyt dużo makijażu. Prezydent patrzy powoli na wszystkich trybutów ,igrzyska się zaczynają...
***
Awis - mój mentor. Zachowuje się tak jakby miał mnie w d*pie. Ale to zapewne dlatego ,że nie odezwałam się nawet kiedy próbował ze mną porozmawiać. Nie jem. Wolę zginąć z głodu niż jeść te śmierdzące kapitolińskie jedzenie. Patrzę uważnie na Awisa.
-Czego?! -pyta zirytowany. Widać ,że ma mnie już dość.
-Kiedy zaczynają się treningi? -Mówię z władczą mocą ,niczym prawdziwa królowa oceanu. Mentor patrzy na mnie ze zdziwieniem ,chyba nie spodziewał się po mnie odpowiedzi.
-Zaczynasz jutro.
-Jakieś wskazówki?
-Co umiesz?
Co ja umiem. Całkiem niezłe pytanie... Co ja umiem ,co może się przydać....
-Pływam -mówię
-Chcesz zabić kogoś pływaniem? -kpi ze mnie
-W wodzie każdy ma równe szanse nikt tam nie wytrzyma tyle co ja.
-Nie wiesz ile znajdziesz wody na arenie! Zdziwię cię ,ale to nie zawsze jest OCEAN.
Patrzę spokojnie na niego ,niech mówi co chce. Wiem! Biorę ,kilka noży.
-Pokaż co potrafisz -drwi
Rzucam pierwszym nożem ,trafia dokładnie w sam środek zegara. Następnie biorę większy nóż i ciskam nim prosto w oko psa na pobliskim obrazie. Nie panuję już nad sobą. Wstaję i rzucam nożami we wszystkie ciekawe punkty. Uwalniam je z rąk tak prosto jak nici.Zawsze trafiają bezbłędnie. Potem siadam i spokojnie zaczynam jeść. Nawet niezłe to kapitolińskie jedzenie.
-Trening indywidualny - Szepcze Awis.
Uśmiecham się pod nosem ,niech i tak będzie...

EDIT (od joshephine) : Pamiętajcie, pojedyncze opowiadania zostają napisane przez właścicieli postaci, a autor lub współautor tworzą z nich posty. Każdy na tym blogu ma swoją ''broszkę'', zresztą sama osobiście nie wyrobiłabym się z opowiadaniami dla innych graczy i proszę do mnie w tej sprawie NIE PISAĆ. Pozdrawiam gorąco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz