piątek, 11 lipca 2014

Od Cassandry

Napięłam cięciwę łuku. Wycelowałam w głowę manekina, po czym wystrzeliłam strzałę. Pocisk leciał po równej linii, a następnie przeszył kartonowy cel. Opuściłam łuk i popatrzyłam na innych. Blond-włosa dziewczyna, stojąca przy mnie nie mogła naciągnąć cięciwy. I takie truchło miało być wysłane na igrzyska? Umarłaby zanim by gra się rozpoczęła. Po mojej drugiej stronie stał ciemnowłosy chłopak. Do ręki wziął nóż i z półobrotu rzucił ostrzem w manekina. Trafił w tarczę na ręce. Pokiwałam ironicznie głową i spojrzałam na 16-latka. Chłopak popatrzył się na mnie jadowicie, po czym odszedł. Zaśmiałam się pod nosem i odeszłam. Wróciłam do swojego pokoju. Był wyłożony bordową tapetą we wzory. Rzuciłam się na łóżko. Łuk położyłam pod nim. Przez okno wskoczył wielki czarny pies.
-Cześć-uśmiechnęłam się blado. Pogłaskałam zwierzę po łbie. W tej chwili drzwi pokoju otworzyły się. Pies natychmiast wyskoczył.
-Kochanie, za kilkanaście minut dożynki. Przygotuj się-powiedziała matka surowym głosem. Z jękiem podniosłam się z łóżka i sięgnęłam do szafy. Znalazłam tam białą koszulę z dosyć wysokich kołnierzem, oraz długim rękawem. Wzięłam złożone w kostkę czarne spodnie, a po chwili wszystko miałam na sobie. Wyszłam z pokoju, a potem z domu. Podeszłam do stanowiska i oddałam krew z palca. Kilka minut po tym, stałam za szeregiem ładnie ubranych dziewcząt. Wpatrywałam się kulę z papierkami. Opiekun dystryktu wyjął pierwszą. Zacisnęłam mocno powieki.
-Cassandra Harris!-usłyszałam w uszach. Podniosłam głowę i popatrzyłam się wyzywająco. Jadowicie spojrzałam na opiekuna, po czym dziarsko zaczęłam stąpać na scenę. Chwilę potem stali przy mnie: 1 dziewczyna i 2 chłopaków. Uśmiechnęłam się cwanie, po czym podniosłam trzy palce do góry. Strażnicy Pokoju natychmiast mnie wzięli i zanieśli do pałacu. Usiadłam w swoim pokoju, a po chwili drzwi się otworzyły i wpadła przez nie moja matka.
-Co ty robisz?!-wrzasnęła i uderzyła mnie wierzchem dłoni w policzek.
-Daj spokój. Po co tu w ogóle przylazłaś?-jęknęłam.
Pusta rozmowa trwała jeszcze chwilę, po czym zabrali moją mamę.
Czekałam przez kilka minut, a następnie wyszłam i wsiadłam do pociągu. Skierowali mnie do mojego przedziału. Było tam doskonale. Wyścielane łóżko, stół z jedzeniem i piciem... Luksus. Rzuciłam się na łóżko i tylko czekałam na dotarcie do Capitolu.
***
Podróż zaliczona. Teraz tylko parada, kolacja, treningi i Igrzyska.
***
Wsiadłam do rydwanu z jakimś chłopakiem. Patrzyłam się przed siebie i za nic nie chciałam machać do publiczności. Strój jakiś wyjątkowy nie był. Przejechaliśmy całą drogę i wróciliśmy.
***
Zasiadłam do stołu wraz z innymi trybutami, opiekunem dystryktu oraz mentorem. Zabrałam się do jedzenia. Nałożyłam sobie cielęcinę, polaną sosem mięsnym i owocami. Po udanej, w moim wykonaniu, cichej ,,wieczerzy" wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżko, po czym zasnęłam dosyć szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz