czwartek, 24 lipca 2014

Od Keiry - do Gryffina

Nadeszła pora kolacji. To była druga odkąd tu przyjechałam. Na wczorajszym posiłku mnie nie było, na dziesiejszym obiedzie również. Do tej pory jadłam tylko śniadanie. Poczekałam jak wszyscy skończą i się rozejdą i śmignęłam do jadalni, by zgarnąć jakieś resztki z rąk zaskoczonej dziewczyny-awoksa. Wyrwałam jej je z ręki i czmychnęłam do pokoju. Teraz jednak nie będzie tak łatwo...
-Keira, kochaneczko! - piskliwym głosem zawołała nasza ,,dystryktowska lalka Barbie'', czyli opiekunka dystryktu - Choć na kolacje, inaczej twój mentor będzie zdenerwowany!
-I tak jest na mnie wściekły, więc co za różnica?! - wydarłam się stojąc przy drzwiach, tak, by zabolało ją ucho, które przyciskała do nich.
Odskoczyła i narzekając na mnie pod nosem odeszła. Po chwili usłyszałam ciężkie kroki, ewidentnie mojego mentora. Załomotał w drzwi i teraz to ja musiałam od nich odskoczyć.
-Otwieraj natychmiast!!! - wrzeszczał
Odkrzyknęłam mu pare wulgaryzmów, którymi nazywano mnie często w 10-tce. Sapnął i gwałtownie wciągnął powietrze. 
-UWAŻAJ, BO SIĘ ZAPOWIETRZYSZ! - warknęłam
Nagle zrobiło się cicho. Podejrzliwie nasłuchiwałam. O, kurde! Chyba żyłka mu pękła. Zaraz jednak znów zaczął walić w drzwi, niewątpliwie z pomocą opiekunki krzyczącej piskliwym głosem wraz z mentorem. Gwałtownie otworzyłam drzwi i ręka mentora wyleciała w powietrze. Zamikli i już mentor nabierał powietrza w płuca, by coś powiedzieć - niewątpliwie wrzasnąć - ale go uprzedziłam.
-Ty - wskazałam na fioletowo-czerwoną Barbie - nadawałabyś się do opery z tym sopranikiem. Za to ty - pokazałam palcem na mentora - ujadasz jak wściekły buldog z atakiem apopleksji. 
-Buldog z atakiem apopleksji?! - wydarł się, a w tle usłyszałam stłumiony śmiech któregoś z trybutów - Już ja ci dam! Będę się śmiał, gdy będziesz zdychać na arenie, bo sponsorzy ci nie pomogli!!!
-Tylko mnie nie obśliń - skrzywiłam twarz w grymasie, ale w moich oczach było tylko okrucieństwo - Zły pies! Do budy! - machnęłam ręką i z zadowoleniem usłyszałam z salonu kolejną salwę śmiechu.
Ostatencyjnie wyszłam z pokoju i skierowałam się do jadalni. Szarpnięciem odsunęłam krzesło i usiadłam. Mentor tak się zapowietrzył, że aż zamilkł, a jegi twarz była tak czerwona jakby miała wybuchnąć.
-Uważaj, bo zaraz z uszu ci dym poleci - prychnęłam pod nosem, ale trybut po mojej lewej i trybutka po prawej usłyszeli i prawie się zakrztusili.
Mentor mamrotał pod nosem jaka to ja zła, kiedy awoksi przynieśli dziesiątki talerzy z najwykwintniejszymi daniami. Skrzywiłam się.
-Nie ma czegoś mniej wyszukanego? - jęknęłam
-Kochaneczko, Keira, a na co masz ochotę? - zaszczebiotała Barbie, licząc, że teraz mam lepszy humor i będę mniej mordercza - Kucharze na pewno zaraz ci to przygotują
-Serio? - ucieszyłam się i delikanie uśmiechnęłam {sztucznie, ale się nie zorientowała}
-Tak, tak - zapewniła - Mamy wszystko czego możesz sobie zamarzysz. Więc?
-Jest może wiewiórka? Najlepiej pieczona, ale może być gotowana - zapytałam z nadzieją
Nagle opiekunka przybrała zielonkawy odcień.
-Wiewiórka? - wykrztusiła
-No... - przeciągnęłam - Może też być szczur, ale odpowiednio doprawiony
Barbie wytrzeszczyła swoje żółte, dzięki soczewkom, oczy, co z jej obecnym kolorem skóry, czerwonymi włosami spiętymi w olbrzymi kok i ciemnofioletową, szeroką suknią, było ciekawą mieszanką kolorów. Jakby ktoś wyrzygał tęczę. Trybuci parsknęli śmiechem, a trybutka zerwała się jak oparzona i wyszła chichocząc. Po chwili usłyszałam głośny śmiech. 
-Wiewiórka? - powtórzyła znowu opiekunka vel ,,zwymiotowana tęcza'' - Szczur? Nie wolisz czegoś mniej...eee...pospolitego? W końcu tu są same specjały, a nie obrzydlistwa!
Przewróciłam oczami i pominęłam fakt, że dobrze zrobiony szczur był smaczny.
-Więc o nietoperzu mogę zapomnieć? - spytałam, a zielony odcień skóry Barbie pogłębił się
Po długich dyskusjach dostałam królika, jednak mamrotałam pod nosem o tym jak dobre są te ,,obrzydlistwa'', gdy się je dobrze zrobi. Usłyszałam jakiś hałas na korytarzu, jakby coś spadło, ale wzruszyłam ramionami i do reszty pochłoniłam królika.
★★★
Następnego dnia miały zostać ogłoszone godziny treningów. Nie chciałam tam iść, więc uznałam, że później kogoś zapytam. Po obiedzie wyszłam i na piętrze niżej natknęłam się na Gryffina Steward'a.
-O której są treningi? - zapytałam.
Gryffin Steward parsknął śmiechem. 
-To ty prawda? - zapytał, gdy się uspokoił.
-Co ja? - zawarczałam.
-Wczoraj. Na kolacji. - nadal chichotał - To twój głos. Ty się tak darłaś na mentora. Było cię słychać. Ich również. Później było trochę ciszej, więc kilka osób się zakradło i podsłuchiwało. Serio szczury tak ci smakują? Bo może znajdzie sië jakiś na śmietniku? - parsknął
-Ta - prychnęłam - Pewnie już dawno je zabrali, byśmy nie mogli ich złapać i użyć ich do samobójstwa.
-Niby jak? - spytał 
Gryffin.
-No na przykład łapiąc je i podrżynając sobie gardło ich ząbkami - wzruszyłam ramionami - Albo udusić się ich ogonami. Albo wepchnął je sobie do...
-Nie wiem, czy chce to usłyszeć - zaprotestował.
-Chciałam powiedzieć wepchnąć do gardła - powiedziałam znudzonym tonem - Kiedy wszyscy się ulotnili? Słyszałam jakiś hałas.
-Ta... Jedna z dziewczyn zrzuciła obraz. Cała nasza pietnastka uciekła - mruknął
-Pietnaście to kilka osób? - spytałam ironicznie unosząc brew - Niech ci będzie. A tak wogóle jestem Keira.
-Wiem. - zakrztusił się ponownie - Każdy już to wie po twoich nominacjach do igrzysk. Wczoraj jeszcze bardziej zyskałaś na popularności. 
-Tia.... - wymruczałam - Żyję po to, by dostarczać rozrywki
-Po to są te igrzyska, nie? Poza tym nieźle grzmotnęłaś temu strażnikowi na dożynkach. Perfekcyjny sierpowy - pochwalił
-Długo czekałam, by móc mu bezkarnie przywalić - przyznałam - A więc? Kiedy te treningi, człowieku-bez-imienia?
Ktoś dokończy? Sorry, za długość, ale jak się człowiek nudzi...
*To opowiadanie do kogokolwiek, ale pisanie trybut/ka lub uważanie, by nie wymienić płci jest wkurzające, więc jest w rodzaju męskim
Dokończy kto?

1 komentarz:

  1. Z niecierpliwością czekam na kolejną część!
    Oby tak dalej! (:
    W miejscach trybut/trybutka wstawiam imię ''podopiecznych'' z mojego dystryktu, będzie Gryffin i Emi. Dzięki imionom Twoje opowiadanie nie będzie takie puste. Popoprawiam drobne, niewidoczne błędy i interpunkcję, po to tu w końcu jestem.
    Powodzenia!
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń