Byłam podniecona faktem, że wezmę udział w igrzyskach. Chciałam się zgłosić odkąd skończyłam pięć lat. W moim dykstrykcie raczej nikt poza mną nie był chętny do czegoś takiego. Wciągnęłam na siebie czarną, lekko podartą sukienkę. Innej nie miałam. Pod spodem miałam spodnie i szeroki top. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nie obchodziło mnie zdanie Kapitolu. Moi rodzice zostali zabici ,,dla przykładu''. Niewielka strata. Oboje byli alkoholikami i kupowali nielegalne trunki. Poza tym zarzynali zwierzęta w hodowli. Właściwie to byłam ja.... Zmuszali mnie do tego od kiedy byłam w stanie utrzymać nóż. Zwaliliby winę na mniee. Cóż... trochę im nie wyszło. Wyszłam z małego hmmm.... jak to nazwać? Przypominało to prowizoryczną chatę zrobioną ze śmieci, drewna i kości zwierząt. Brałam co dawali i nie byłam wybredna, a kości nadawały się na rusztowanie. Odsunęłam belę drewna - moje ,,drzwi''- i ruszyłam do miasta, jeśli tak można było nazwać tą śmierdzącą łajnem norę. Wiatr wiał, a moje włosy chłostały mnie po twarzy. Po chwili usłyszałam grzmot. To dobry znak, zważywszy jak nazywała mnie ludność. Tylko jedna osoba nazywała mnie Rosso umeme - czerwonym piorunem. Dla innych byłam po prostu mroczną kobietą, bądź żyjącą w mroku. I to dlatego, że ktoś ciekawy przetłumaczył moje imię. Chociaż.... Gdyby nazywali mnie po czynach, słyszałabym gorsze obelgi.
Wybrali ich. Sztuczna lala z kapitolu o wściekle czerwonych włosach, przypominających mój kolor wylosowała najpierw jakąś dziewczynę, a później drugą, która wyglądała na starszą.
-Zgłaszam się na ochotnika - wykrzyczałam z diabelskim uśmiechem na twarzy
Tłum zaczął się oglądać i szeptać. Słyszałam obelgi, prześladujące mnie całe życie. Żołnierze odprowadzili mnie do sceny, a jedna z dziewczyn zeszła. Kiedy wylosowano chłopaków i mieliśmy iść wyszłam na środek sceny.
-Radze wam zasłaniać oczy dzieciom przy oglądaniu rzysk, bo obiecuję, że będą najbardziej krwawe w historii. Już ja oto zadbam - warknęłam, nie używając mikrofonu
Jeden żołnierzy przywalił mi w twarz. Cios był silny, ale nawet nie drgnęłam, po czym z ogromną prędkością mu oddałam. Poleciał na ziemię. Wycelowano we mnie pistoletami. Czułam zimną stal przy głowie. Uśmiechnęłam się drapieżnie.
-Nie strzelisz, żołnierzyku - odwróciłam się i przejechałam językiem po zębach - Nie możesz. Nie martw się. Specjalnie z dedykacją dla ciebie zabiję pierwszą osobę, kochany - wysyczałam i wyszłam zatrzaskując drzwi
Czułam ekscytacje. No dalej, kapitolu! Co dla mnie macie?
Po przewiezienia mnie do kapitolu rozpoczęto przygotowania do parady. Mój stylista, Cutt był dość strachliwy i niezadowolony, z faktu, że dostał mnie. Kiedy ubieranie innych zakończył z radością, kiedy podszedł do mnie, miał minę ,, Nie ugryź mnie! To tylko moja praca!''. Posłałam mu drapieżne spojrzenie, ale obecność strażników go uspokoiła i przystąpił do pracy.
-Nie! - warknęłam, gdy opowiedział mi o mojej kreacji
-Nie zmienię całej stylizacji dla ciebie! - odpowiedział
-Gównø mnie to obchodzi! - prychnęłam i sprawnym ruchem podarłam projekt - Nie założę tego czegoś! Nie będę paradować w stringach i skąpym staniku!
Po kilku godzinnach kłótni i tego, że podarłam trzy kostiumy zrobione przez niego, zgodził się na kompromis i dodał więcej materiału. Już miałam podrzeć i to, ale nagle spłynęła na niego wena i sam rozdarł projekt. Po chwili moim oczom ukazał się całkiem fajny strój.
Byłam przebrana za... nie wiem co. Moje włosy były rozpuszczone i powiewały gwałtownie na wietrze. Ich czerwono-rudy kolor, przypominał krew, a teraz falowały za mną niczym sztandar. Miałam na sobie spodenki, zakrywające mnie do połowy uda, ze skóry i również skórzany top. Opleciona byłam skórą i łańcuchami brzęczącymi na wietrze. Mocny czarny makijaż podkreślał moje twarde rysy twarzy, a ja sama przybrałam groźną minę, piorunując wszystkich wzrokiem. Jednak najlepszymi elementami były atrapy noży i jeden z nich, zakrwawiony sztuczną krwią. W drugiej dłoni trzymałam czarną włócznię z nabitym na nią łbem czarnego byka. Cóż... jakby nie było dystrykt 10 zajmował się hodowlą bydła. Widziałam różne kostiumy, jednak mój i tak najbardziej mi się podobał. Zobaczyłam zazdrosne spojrzenie jednej trybutki, która miała na sobie głupawy kostium. Uśmiechnęłam się drapieżnie i szyderczo zarazem i spojrzałam ponownie ,spode łba'' na widownię. Nie mogłam się doczekać treningów.
Następnego dnia na poważnie pogadałam z moim mentorem i opiekunką dystryktu - ubraną w ciemnofioletową suknię, damę o płomienistych włosach. Mój mentor był wściekły, za to całe darcie projektów, co skwitowałam jednym zdaniem:
-I tak trafię na arenę, więc co za różnica. Poza tym dzięki mnie, ten durny projektant jest teraz na ustach wszystkich. I wszyscy szczęśliwi - wzruszyłam ramionami - Kiedy pierwszy trening?
-To ma chølerne znaczenie - wydarł się mentor, a opiekunka potakiwała piskliwym głosem - A sponsorzy?! Oni mogą uratować ci życie!
-Powiem to raz: W dupiė mam twoich sponsorów! Poradzę sobie bez nich, albo bez nich zginę! Dotarło do twojej mózgownicy?! - syknęłam
-Będziesz miała słabe noty! Zero sponsorów! I będziesz głównym celem! - wrzeszczał za mną, kiedy wychodziłam z pokoju, jednak zaraz zawróciłam.
-Słuchaj! - warknęłam - Jeśli chce dostać wysokie noty to je dostanę! Każdy kto weźmie mnie na cel, zginie!
-Nie możesz być taka pewna, bo to cię zgubi! - wrzasnął, a fioletowa pańcia potaknęła
-Wiem o igrzyskach tyle co ty! - prychnęłam
.Bo co?! Bo je oglądałaś?! Nic nie zastąpi tego co czujesz na arenie! - odparł
-To mi o tym powiedz! - zarządałam
-Czujesz niepokój. Z każdej strony może być wróg. Nie masz niczego i musisz przetrwać polegając tylko na sobie i to nie na niewyparzonej gębie! - wykrzyczał
-Znam te uczucia lepiej niż ty - wymruczałam cicho - Towarzyszyły mi od urodzenia. Te zdenerwowanie i niemożność, opory, by zabić. Te przerażenie i bezradność. Samotność. Brak wpływu na wszystko. Znam to wszystko. Wiesz skąd? Mój ojciec nim zaczął pić po śmierci mojej siostry dokładał wszystkich starań, bym dowiedziała się jak to jest. Chciał bym była twarda i gotowa jeśli mnie wylosują. Kiedy się upijał biłam się z nim wszelką bronią. Możesz domyślać się reszty - westchnęłam nadal piorunując go wzrokiem
-Co twój ojciec mógł o tym wiedzieć? - prychnął mentor zaskoczony obrotem spraw
-Bo sam wygrał igrzyska. W siedemdziesiątym czwartym. - oznajmiłam i odeszłam
-Liam.... - wyszeptał mentor i zawołał za mną - Znałem go! Byłem jego mentorem! Do diabła, zachowywał się jak ty!
Wyszłam z pokoju na dach i zaczęłam się rozciągać, a potem ćwiczyć ciosy. Dziś powiedziałam za dużo i nie mogłam tego powtórzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz