Za każdy popełniony nieumyślnie błąd w związku z własnym
dobrem materialnym płaci się
surową cenę. Według mnie człowiek z opuszczonymi rękoma nic
nie zdziała.
***
Poranek został przyodziany gęstą mgłą,która samoistnie
zlewała się z wizerunkiem miasta. Ciocia Mei bez ładu i składu otworzyła
okiennice trącając mnie ręką. Przejawiłem kamienny wyraz twarzy po czym żwawo
przewróciłem się na drugi bok posłania. Bezzwłocznie odwróciła głowę patrząc w
jeden punkt, usiadła na krześle, spuściła głowę, załamała ręce. Unikaliśmy
kontaktu wzrokowego. Powód? Chociażby to, że nie ufałem jej nawet pomimo tego,
iż przekazała nam swój cały dorobek. Od zawsze szastała pieniędzmi jak gdyby
zasoby finansowe stały do nas otworem.
Pogłaskała moją głowę mówiąc:
-Śniadanie gotowe, Gryfusiu.-powiedziała słodko, ale
jednocześnie stanowczo i łagodnie.
Najbardziej nienawidziłem jak trzepała tym swoim jęzorem.
Trzepała trzy po trzy w dodatku nazywając mnie ''Gryfusiem'' odstawiała istną
fuszerkę.
Mam Cię dość!-krzyknąłem wytrącając z jej ręki
pranie, które miała właśnie rozwiesić.
Nie mogłem nic poradzić na to, że musiałem wyładować się
emocjonalnie. Widocznie taka już moja natura i szczerze mówiąc wisi mi to.
Plotłem to co mi ślina na język przyniesie i o dziwo nie
żałowałem.
Umyłem twarz, następnie zszedłem do jadalni, w której
czekała już na mnie moja siostra Jennifer. Widocznie usłyszała moją wymianę
słów z ciotką.
-Co mamy dzisiaj w planach?- zapytałem ponuro pełen
pesymizmu.
-Kopalnia,kopalnia i jeszcze raz kopalnia.-odpowiedziała spontanicznie przewracając łyżką w palcach.
-Nie przełknę tej bryi, co za paskudztwo. Nic lepszego,
zdającego się do jedzenia nie potrafiła przygotować? Już wolałabym jeść surową
wiewiórkę.-narzekam patrząc na owsiankę wyglądem przypominającą resztki z kubła
na śmieci razem wzięte.
-Nie martw się, po pracy pójdziemy na targowisko, a przy
odrobinie szczęścia może nakłonimy kogoś do wymiany białego sera i dwóch
bochenków chleba w zamian za trzy ryby i ocet, co o tym sądzisz?
-Ocet? To nie wróży nic dobrego.- zaprzeczalnie kręcę głową.
Dziwnym trafem w tym samym momencie ujrzeliśmy ciotkę Mei,
która właśnie szlajała się po kątach, szperając w segmencie.
-A-a, nic tam nie znajdziesz,wino sprzedane.-powiedziałem
zakładając nogę na nogę.
Dawno już rozgryzłem Mei i domyślam się o co ten cały
''pasztet''.
-Jak to sprzedane?-przełyka ślinę, a jej wzrok pada wprost
na mnie. Patrzy na mnie tak wrogo, że odnoszę wrażenie, że chciałaby mnie
zjeść na czczo.
Musimy wspólnie zaradzić alkoholowemu nałogowi w imię jej
dobra, ponieważ w gruncie rzeczy jest jedna nogę w grobie.-myślę.
-Przez Ciebie wylądujemy w sierocińcu głupia
babo.-odchrząknąłem rygorystycznie.
Zmarszczyła brwi, momentalnie upada na podłogę, najwidoczniej problemy za stawami dały o sobie znać.
Wymieniłem się spojrzeniem z Jennifer, ale nie przytaknęła.
Tak przypuszczałem. Sama uważa mnie za aroganta, sprzeciwiła mi się ponieważ
wszystko stawia na jedna kartę a ja na okrągło staje się ofiarą jej
lekceważącej postawy.Nie ma publicznej odwagi aby komuś winnemu wytknąć jego
wady lub zachować się ''po dyktatorsku'' jak ja.
***
EDIT: Jeszcze raz bardzo przepraszam, że nie mogłam bardziej
wysilić się w tym opowiadaniu tak, jakie miałam zamiary. Jeszcze raz dziękuję
za przyjęcia do bloga, bo wyraźnie na tym skorzystałam, dodatkowo czytając
ponownie tomy igrzysk mogę pofantazjować w kolejnych częściach mojego małego
opowiadania. Moja nieobecność przejawi się w dniach 18-29.07 przepraszam Was
jeszcze raz i ślę pozdrowienia. Po powrocie pojawi się następna część i mam
nawet pomysł na fajne szablony, które by można wykorzystać, zostanie również
dodany kursor, który uprzyjemni wam przebywanie tutaj. (:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz